wtorek, 29 lipca 2008

29 lipca

Tako rzecze mistrz Henry Miller:
"Jednym z powodów, dla których kładłem w swych utworach nacisk na amoralność, zło, brzydotę, okrucieństwo, była chęć pokazania, że są one równie ważne - jeśli nie ważniejsze - co rzeczy pozytywne [...]. W ten sposób oczyszczałem swój organizm z trucizny. I co dziwne, owa trucizna wywierała kojący wpływ na innych. To tak, jakbym ofiarowywał im uodparniającą szczepionkę".

Jestem po lekturze pierwszego "Zwrotnika". Czyta się to z początku ciężko, ale za chwilę Miller zaczarowuje cię tym co wyprawia. Nie pisze nic konkretnego, trudno powiedzieć o czym to wszystko jest. Można powiedzieć: Miller opisuje świat w stanie rozkładu (jak sam to określa - "świat, który robi bokami"). Tylko, że to w ogóle nie przygnębia, wręcz przeciwnie, jest kojące, przynosi ulgę, pozwala zapomnieć o problemach, śmiać się z nich.

Ze spraw codziennych, staram się realizować założenia anno domini 2008. Wczoraj udało mi się zdobyć prawo jazdy. Mam też większą część pracy magisterskiej i zamierzam skończyć ją w przeciągu miesiąca. Następnie zrobię sobie w mieszkaniu balkon.

środa, 23 lipca 2008

23 lipca

Notka z jednodniowym opóźnieniem, bo wczoraj nie mogłem pisać.
(Nic takiego. Nagrywałem jakieś chujowe DVD-R za pół ceny, gdzie na opakowaniu było 16x, a okazało się 8x. Zapomniałem o zasadzie, że za darmo to można dostać ulotkę na mieście).

Po dłuższym okresie telefonicznych kłótni, zakopaliśmy topór wojenny z Anią. Dzień wcześniej zatelefonowała do mnie, mówiąc: "Wiesz co? Już się nie kłóćmy"... po czym pokłóciliśmy się, ale przyjąłem zaproszenie do niej dnia następnego. Przywitała mnie uśmiechnięta, pachnąca, i jak się miało potem okazać, po kilku innych zabiegach kosmetyczno-pielęgnacyjnych, które tak cenią u kobiet mężczyźni. Generalnie to chciałem jej sporo rzeczy wygarnąć i postawić pytanie o sens naszej dalszej znajomości. Lecz wyglądała ładnie - to raz. Dwa - ja byłem głodny. Zrobiła mi pyszne kanapki z szynką, ogórkiem małosolnym i pomidorem. Wszystko wykonane własnym sumptem i z jakiegoś prywatnego sadu. Ostatecznie - poszliśmy do łóżka. Jak te skurwiele napisały ten algorytm kuszenia? To spojrzenie lekko z boku, ten błysk w oczach, te delikatnie rozwarte usta i uśmiech niby od niechcenia, a wysyłający postulat do twoich jąder. Tak więc pogodziliśmy się. Ja wziąłem jeszcze porzeczki, pomidory, i w sumie zadowolony, poszedłem do domu.

poniedziałek, 21 lipca 2008

21 lipca

Zacząłem gombrowiczowsko (jak?), ale najpierw chciałem wypróbować kilka serwisów do prowadzenia tego typu działalności. Ostatecznie padło na ten tutaj - prosty acz wyjątkowo poręczny. Gombrowicza nie czytam od dawna, choć nadal posiadam, i swego czasu pochłaniałem wszystko co wydał. Jako, że moje upodobania są ostatnimi czasy dość przyziemne - jedzenie, picie, kobiety i własna łazienka (stanowczo przy tym obstaję) - skupiam się na Henrym Chinaskim i Millerze. Za znaczną sumę pieniędzy, i z drugiej ręki, zdobyłem też oryginalną wersję dziennika Tyrmanda. W ogóle skupiam się ostatnio na książkach. Odnoszę wrażenie, że wszystko co mnie interesuje w muzyce już słyszałem albo posiadam. Starzeję się czy co? Już nawet młode cipy bez oleju w głowie, przestają mi się podobać.

piątek, 18 lipca 2008

czwartek, 17 lipca 2008

środa, 16 lipca 2008