Notka z jednodniowym opóźnieniem, bo wczoraj nie mogłem pisać.
(Nic takiego. Nagrywałem jakieś chujowe DVD-R za pół ceny, gdzie na opakowaniu było 16x, a okazało się 8x. Zapomniałem o zasadzie, że za darmo to można dostać ulotkę na mieście).
Po dłuższym okresie telefonicznych kłótni, zakopaliśmy topór wojenny z Anią. Dzień wcześniej zatelefonowała do mnie, mówiąc: "Wiesz co? Już się nie kłóćmy"... po czym pokłóciliśmy się, ale przyjąłem zaproszenie do niej dnia następnego. Przywitała mnie uśmiechnięta, pachnąca, i jak się miało potem okazać, po kilku innych zabiegach kosmetyczno-pielęgnacyjnych, które tak cenią u kobiet mężczyźni. Generalnie to chciałem jej sporo rzeczy wygarnąć i postawić pytanie o sens naszej dalszej znajomości. Lecz wyglądała ładnie - to raz. Dwa - ja byłem głodny. Zrobiła mi pyszne kanapki z szynką, ogórkiem małosolnym i pomidorem. Wszystko wykonane własnym sumptem i z jakiegoś prywatnego sadu. Ostatecznie - poszliśmy do łóżka. Jak te skurwiele napisały ten algorytm kuszenia? To spojrzenie lekko z boku, ten błysk w oczach, te delikatnie rozwarte usta i uśmiech niby od niechcenia, a wysyłający postulat do twoich jąder. Tak więc pogodziliśmy się. Ja wziąłem jeszcze porzeczki, pomidory, i w sumie zadowolony, poszedłem do domu.
Subskrybuj:
Komentarze do posta (Atom)
1 komentarz:
Ty, jak poprosisz kolegę Jeziera, to Ci może jakiś fajny różowy layout wystruga, bo na razie to tak mało oczojebnie się prezentuje ten blogasek.
Prześlij komentarz