wtorek, 12 sierpnia 2008

12 sierpnia

Wszystko potwornie się wlecze i nie widać końca niektórych spraw. Odnoszę wrażenie że czas leci mi przez palce, mimo że sporo go na to wszystko poświęcam.

Zawiodłem towarzysko kilkoro ludzi i kilkoro ludzi, bliscy przyjaciele, zawiodło mnie. Jeszcze nigdy nie czułem tak silnie syndromu stetryczenia i zramolenia w tym gronie. Wnoszę po ilości weekendów kiedy byłem pijany, w porównaniu z okresem choćby zeszłorocznym. Poróbcie sobie jeszcze dzieci i idźcie wpizdu.

Oczywiście niektórzy mogą mi zarzucić, że stawiam melanż nad inne formy spędzania wolnego czasu.

I słusznie, bo stawiam. Nic nie cementuje przyjaźni równie mocno jak wódka w sporych, weekendowych ilościach.

Stoimy w obliczu dylematu czy jechać na wakacje na Krete czy do Portugalii. Właściwie to stanowimy dwa zwalczające się obozy i jak nic, będzie z tego rozłam. Szkoda, bo to zawsze mniej osób do wódki.

Kupiłem cyfrową lustrzankę. Dołączyłem do grona, jak powiedział kolega, fajnych ludzi. Ten sam kolega, fajny od mniej więcej roku, zapalony fotograf-amator, stwierdził, że zaletą Nikona D60 nad Nikonem D40 jest wyższy numer. Ostatecznie się nie posłuchałem.

2 komentarze:

Anonimowy pisze...

miał racje.Mało tego z tych 2 modeli 40-stka jest o niebo lepsza od 60-tki dla fotoamatorów.Kreta mało ciekawa.Portugalia lepsza.

destruct pisze...

no właśnie 40-stka wygrała :) a co do wakacji, to jednak Kreta i nie zgadzam się, że mało ciekawa, co oczywiście wnioskuję z opisów i zdjęć, bo będę pierwszy raz. zobaczymy.